Recenzja korektora Magic Concealer. | Helena Rubinstein.

Cześć dziewczyny!

Korektor pod oczy to niewątpliwie jeden z ważniejszych elementów makijażu. Skóra wokół oczu jest bardzo cienka i delikatna, dlatego wymaga specjalnego traktowania. Tak samo jak nie można zapominać o odpowiedniej pielęgnacji tych okolic, tak powinnyśmy pamiętać, aby dobierać kosmetyki kolorowe tak by tych wrażliwych miejsc dodatkowo nie obciążać.

Im jestem starsza, tym trudniej jest mi znaleźć korektor idealny. Od kiedy pojawiły się pierwsze zmarszczki mimiczne wokół oczu, zwracam uwagę, aby kosmetyki które aplikuję w tej strefie dodatkowo ich nie podkreślały i nie przesuszały delikatnej skóry. W trakcie tych moich poszukiwań ideału trafiłam na korektor, o którym już jakiś czas temu było głośno w blogosferze. Już przy pierwszej aplikacji wiedziałam, że będzie to związek długotrwały, ale dałam sobie troszkę czasu, żeby przetestować go w różnych warunkach i dzisiaj z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to zdecydowanie najlepszy korektor pod oczy! Jesteście ciekawi za co go uwielbiam?

Korektor, który posiadam to 01 light czyli najjaśniejszy z trzech dostępnych odcieni. Jest naprawdę jasny i świetnie sprawdzi się dla osób z bardzo jasną karnacją. Opakowanie jest proste, ale jednocześnie wygląda bardzo ekskluzywnie i estetycznie. Podoba mi się forma miękkiej tubki, dzięki czemu możemy wydobyć kosmetyk do ostatniej kropli. Za takie pieniądze szkoda by było, gdyby coś się miało zmarnować. Tubka zakończona jest wąskim dziubkiem, przez który łatwo jest wydobyć minimalną ilość produktu. Nic nam się nie rozlewa i nie brudzi.

Producent obiecuje…

…że korektor wygładza niedoskonałości, redukuje oznaki zmęczenia, rozświetla cienie, zmniejsza obrzęk i ożywia skórę wokół oczu. Dodatkowo jest wzbogacony o rumianek i mikrocząsteczki pereł.

Konsystencja tego korektora jest dosyć lekka. Nie jest on bardzo gęsty, ale też nie bardzo lejący, taki w sam raz. Krycie określiłabym jako średnie. Mam niewielkie cienie pod oczami i Magic radzi sobie z nimi bardzo dobrze, ładnie zakrywa to, co ma zakrywać.  Efekt, jaki daje na skórze bardzo mi się podoba. Wygląda naturalnie i nie zbiera się w zmarszczkach, oczywiście jeśli nie przesadzimy z ilością a wystarczy go naprawdę niedużo aby uzyskać fajny efekt.

Lubię go przede wszystkim za…

…piękne rozświetlenie okolicy wokół oczu. Dzięki niemu spojrzenie wygląda na świeże i wypoczęte, nawet jeśli mamy za sobą nieprzespaną noc. Ponadto nie przesusza skóry, a nawet powiedziałabym, że ją nawilża. Dzięki temu może być stosowany przez osoby z bardzo suchą a nawet przesuszoną cerą. Dobrze sprawdzi się również u kobiet dojrzałych.

Najbardziej zaskoczyła mnie jego trwałość. Trzyma się na swoim miejscu od chwili nałożenia aż do momentu demakijażu. Byłam naprawdę w szoku, kiedy po całym dniu (ponad 12h) spojrzałam w lustro i podkład już się gdzieniegdzie starł, natomiast korektor był w idealnym stanie, nienaruszony. Nieważne jakim pudrem go utrwalę, trwałość zawsze jest nienaganna.

Magic Concealer nie zastyga, więc nie musimy się spieszyć z jego aplikacją. Możemy wklepać go palcem, rozprowadzić pędzlem lub gąbką. Ja najbardziej lubię używać do tego celu mini gąbki Blend It, ale tak naprawdę każda metoda daje dobry efekt.

Jedyną wadą o jakiej mogę wspomnieć jest cena. Korektor kosztuje 189 złotych w cenie regularnej. Wydaje się, że to dosyć spora kwota, ale mamy 15 ml produktu a nie jak standardowo 10 ml. Ponadto jest on bardzo wydajny no i oczywiście efekt jaki daje jest wart każdej złotówki. Jak dla mnie to ideał i chyba żaden korektor pod oczy nigdy nie spełniał moich oczekiwań w tak dużym stopniu. Gorąco Wam polecam.

Jaki jest Wasz ulubiony korektor pod oczy? Piszcie śmiało, chętnie poznam Wasze typy.

Buziaki!

P.

Blend It! | Recenzja gąbki do makijażu.

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją gąbeczki Blend It, którą testuję od jakiegoś czasu .  Została ona stworzona na podobieństwo słynnego Beauty Blendera, o którym niedawno pisałam TU. Na pierwszy rzut oka wygląda niemal identycznie, ale czy jej jakość również jest porównywalna z oryginalnym jajkiem? Wszystkiego zaraz się dowiecie.

Zanim kupiłam swoją pierwszą gąbeczkę Blend it! słyszałam  wiele głosów zachwytu na jej temat. Mimo wszystko podchodziłam do niej bardzo sceptycznie. Być może dlatego moje pierwsze wrażenie nie było zbyt pozytywne. Dałam jej jednak szansę i z każdym kolejnym użyciem coraz bardziej się do niej przekonywałam. Teraz śmiało mogę stwierdzić, że jest to godny zamiennik BB.

KSZTAŁT I STRUKTURA:

W porównaniu do Beauty Blendera, gąbeczka Blend It jest odrobinę mniej porowata i bardziej zbita. Sucha jest dosyć tępa, natomiast pod wpływem wody nabiera kształtu, staje się przyjemna w dotyku i bardziej sprężysta, aczkolwiek po ściśnięciu nie wraca tak szybko do swojego kształtu jak BB. Zaokrągloną częścią możemy szybko rozprowadzić produkt na całej twarzy, natomiast szpiczasta końcówka pozwala na dotarcie do trudniej dostępnych miejsc (skrzydełka nosa, kąciki oczu).

APLIKACJA:

Przed użyciem musimy zmoczyć naszą gąbkę, która po chwili zwiększa swoją objętość. Podobnie jak w przypadku BB aplikacja podkładu czy innych kremowych produktów jest szybka i przyjemna. Podkład bardzo ładnie i naturalnie wygląda, fajnie stapia się ze skórą i nie pozostawia smug.  Zapewniam Was, że efekt jest tak samo zadowalający jak w przypadku Beauty Blendera. Gąbką Blend it! nakładam też puder sypki i tutaj również sprawdza się bardzo dobrze.

MYCIE:

Do mycia gąbki Blend it! tak samo jak w przypadku Beauty Blendera używam zwykłego szarego mydła. Niestety, nie domywa się już tak szybko i łatwo. Potrzebuję trochę więcej czasu, aby dokładnie wypłukać z niej resztki kosmetyków i mydła. Natomiast zauważyłam, co mnie mocno zdziwiło, że gąbka Blend It jest bardziej odporna na uszkodzenia. Nie obchodzę się z nią jak z jajkiem, nie jestem delikatna a mimo to do tej pory nic się z nią nie dzieje, więc za to duży plus.

Myślę, że gąbki Blend It! są naprawdę godnym zamiennikiem Beauty Blendera. Poza kilkoma małymi szczegółami, nie odbiegają praktycznie niczym od oryginału a są o ponad połowę tańsze.  To świetna alternatywa dla osób, którym szkoda wydawać 69 złotych lub chcą zacząć używać gąbki do aplikacji kosmetyków, ale nie wiedzą, czy taka forma będzie im odpowiadać. Nadal jestem wierną fanką Beauty Blendera i moim zdaniem jest to zdecydowanie najlepszy produkt tego typu na rynku, ale obecnie używam go zamiennie z gąbeczką Blend It, którą również gorąco Wam polecam.

Jeśli moja recenzja zachęciła Was do zakupu, to mam dla Was dobrą wiadomość. Do końca kwietnia w sklepie internetowym mintishop.pl na hasło GLAMOUR otrzymacie rabat 25% na wszystkie produkty Blend It! Dajcie mi koniecznie znać jaka jest Wasza ulubiona metoda aplikacji podkładu.

Buziaki!

P.

Dlaczego nie skorzystam z promocji w Rossmannie?

Cześć dziewczyny!

Jak zapewne większość z Was wie, przedwczoraj ruszyła kolejna promocja na kosmetyki kolorowe w drogeriach Rossmann. W związku z tym w internecie panuje istne szaleństwo. Co chwilę natykam się na posty o tym, co warto kupić albo przechwałki co udało się upolować. Tak, upolować to idealne słowo. Szczerze mówiąc to już się zrobiło nudne i momentami nawet zaczęło mnie trochę irytować. Dzisiaj opowiem Wam, tak dla odmiany, dlaczego rezygnuję z tego typu promocji. Oczywiście nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do odwiedzenia drogerii w tym okresie. Mam jednak nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu zastanowisz się dwa razy zanim kupisz kolejny tusz do rzęs albo setną pomadkę w tym samym odcieniu, która i tak się przeterminuje. A teraz przejdźmy do konkretów. Dlaczego nie polecam kupować na tego typu promocjach? Powodów jest kilka.

Tłumy i kolejki do kasy.

Pierwszą rzeczą, która mnie zniechęca, to tłumy przy szafach z kolorówką i gigantyczne kolejki do kas. Przerażają mnie te wszystkie kobiety, które rozpychają się łokciami i wyrywają sobie kosmetyki z rąk. Uwierzcie, wiele już widziałam. Takie zwierzęce zachowania to kompletnie nie dla mnie. Zakupy lubię robić na spokojnie, kiedy mogę podejść do szafy danej marki, zastanowić się, obejrzeć a i tak pewnie ostatecznie kupię w Internecie.

Okrojony asortyment.

Zazwyczaj jest tak, że jeśli faktycznie wcześniej zaplanuję co chcę kupić, to okazuje się, że w pierwszym dniu promocji wszystko jest już wykupione. Każdy chce wypróbować na własnej skórze kultowe produkty, o których jest głośno, więc nie ma się co dziwić, że ciężko znaleźć polecany przez wszystkie blogerki podkład czy puder. Jakoś nie bardzo uśmiecha mi się biegać po całym mieście i szukać drogerii, w której kupię konkretny kosmetyk tylko dlatego, że zapłacę za niego połowę taniej.

A przecież ceny nie są wcale takie atrakcyjne…

Wydaje Ci się, że zrobisz interes życia, bo zamiast 200 zapłacisz 100 złotych? Może się zdziwisz, ale jesteś w błędzie. Większość kosmetyków drogeryjnych można kupić w internecie dużo taniej i to bez promocji! Wybór drogerii internetowych jest naprawdę spory, a i ceny bardzo przystępne. Dla przykładu: tusz Loreal Volume Million Lashes So Cuture można kupić na stronie ezebra.pl za około 30 złotych, natomiast w Rossmanie cena regularna to 60 złotych. Łatwo obliczyć, że po rabacie cena wyjdzie podobna. Zakupy przez Internet są łatwe, szybkie i przyjemne, a na dodatek tańsze.

Kupuj z głową!

Chcesz zaoszczędzić miliony monet, a w efekcie wydajesz więcej, bo kupujesz rzeczy, które wcale nie są Ci potrzebne. Dużo osób kupuje na zapas, bo jest taniej, a przecież tusz czy szminkę zawsze się zużyje. Pamiętajmy jednak o tym, że każdy kosmetyk też ma swoją datę ważności i może zdarzyć się tak, że zanim wykończymy jedno opakowanie, kolejne nie będzie się już nadawać do użycia. Zastanów się dobrze, czy dany kosmetyk jest Ci naprawdę niezbędny.

Pootwierane i wymacane produkty…

…to chyba mnie najbardziej denerwuje i to nie tylko na promocjach, dlatego rzadko zdarza mi się kupować cokolwiek z kolorówki w sieciowych drogeriach. Jestem pewna, że każda z Was przynajmniej raz w życiu widziała na własne oczy, jak klientka zamiast testerem pomalowała sobie usta pełnowartościową szminką albo otworzyła tusz tylko po to, żeby zobaczyć jaką ma szczoteczkę i odłożyła na półkę. Chyba żadna z nas nie chciałaby kupować pomadki, która była dotykana niekoniecznie czystymi palcami przez kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt osób.

Tak więc nie popadajmy w szaleństwo, wszystko na spokojnie przeanalizujmy i kupujmy rozsądnie. A Wy wybieracie się w najbliższych dniach do Rossmanna? Jeśli tak, to mam nadzieję, że robicie zakupy z głową a nie pod wpływem emocji. Dajcie koniecznie znać!

Buziaki!

P.