Kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K. | DermoFuture Precision.

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu, który miałam okazję testować przez ostatni miesiąc – mowa o kuracji uszczelniającej naczynka z witaminą K od DermoFuture Precision.  Na Instagramie dostałam sporo pytań jak to serum się u mnie sprawdza, więc mam nadzieję, że moja opinia Was zainteresuje.

Zacznijmy od tego, że z problemem pękających naczynek borykam się od dawna. Posiadaczki tego typu cery na pewno wiedzą, że jej pielęgnacja wcale nie jest łatwa. Kosmetyki same w sobie raczej nie sprawią, że „pajączki” całkowicie znikną, ale odpowiednio dobrana pielęgnacja zapobiegnie powstawaniu nowych i pomoże wzmocnić naczynia krwionośne.

A teraz przejdźmy do samego produktu. W małej buteleczce z ciemnego szkła otrzymujemy 20 ml serum. Konsystencja jest dosyć gęsta, przypomina lekko wodnistą galaretkę. W kontakcie ze skórą zamienia się w suchy olejek, który szybko i łatwo się rozprowadza. Kosmetyk szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej, lepkiej warstwy. Aplikację ułatwia pipetka, dzięki której dozujemy odpowiednią ilość produktu i nic nam się nie marnuje i nie wylewa z opakowania. Jeśli chodzi o zapach, to dla mojego nosa jest on całkiem przyjemny, aczkolwiek nie urzekł mnie jakoś specjalnie i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych osób może być drażniący. Na szczęście nie utrzymuje się zbyt długo, wyczuwalny jest jedynie podczas aplikacji.

Producent obiecuje, że kuracja:

  • Wzmacnia i uszczelnia osłabione ścianki naczyń
  • Zmniejsza widoczność naczynek krwionośnych
  • Zapobiega nadmiernemu rozszerzaniu naczynek
  • Stymuluje procesy naprawcze
  • Regeneruje podrażnienia

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie skład tego kosmetyku. Już na drugim miejscu znajduje się olejek rycynowy, dalej olej z awokado, witamina K, wyciąg z arniki górskiej, olej arganowy, wyciąg z rokitnika oraz wyciąg z liścia orzecha włoskiego. Jak widać sporo składników o dobroczynnych właściwościach, zwłaszcza dla cery naczynkowej.

A teraz najważniejsze, czyli działanie. Od razu po aplikacji czuję, że skóra jest uspokojona i widocznie mniej zaczerwieniona. Serum faktycznie łagodzi podrażnienia, koi i niweluje rumień, ale oprócz tego także nawilża i wygładza. Jest to produkt godny wypróbowania. Zakupić go można m.in. na stronie ekobieca.pl w cenie 32,50zł.

Dajcie mi koniecznie znać czy znacie już produkty DermoFuture. A może polecacie jakieś inne fajne serum do cery naczynkowej? Czekam na Wasze komentarze.

Buziaki.

P.

Reklamy

Peeling enzymatyczny Sylveco.

Cześć dziewczyny!

Peeling jest jedną z najskuteczniejszych metod oczyszczania cery, którą możemy wykonać samodzielnie w domu. Złuszcza i usuwa martwy naskórek sprawiając, że twarz staje się gładka, elastyczna i lepiej ukrwiona. Po takim zabiegu skóra dużo lepiej też wchłania składniki odżywcze z innych kosmetyków, m.in. kremów czy maseczek. Bardzo ważne jest dobranie odpowiedniego kosmetyk do rodzaju naszej cery, aby nie zrobić sobie krzywdy.

Sama przez długi czas bałam się peelingów, ze względu na moją suchą, wrażliwą i naczynkową cerę. Nie chciałam dodatkowo jej podrażnić i spowodować powstawania kolejnych „pajączków”. Na szczęście odkryłam peelingi enzymatyczne, które nie są agresywne i bez obaw mogą być stosowane przez takie osoby jak ja, u których peelingi mechaniczne czy kwasy całkowicie odpadają. I dzisiaj chcę Wam przedstawić peeling enzymatyczny Sylveco, obecnie mój ulubiony. Swoją drogą, długo wyczekiwałam, aż marka wyprodukuje coś tego typu dla cery naczynkowej i wrażliwej, więc praktycznie od razu po premierze musiałam go kupić.

Peeling zamknięty jest w plastikowym, przezroczystym słoiczku. Całkiem przyjemnie prezentuje się na półce w łazience. Zapach na początku był dla mnie trochę drażniący, jednak po kilku użyciach okazała się bardzo przyjemny, lekko owocowy i rześki. Po prostu potrzebowaliśmy czasu, żeby się polubić.

Konsystencja jest dosyć twarda i zbita, przypomina mi trochę naturalne masło shea. Aby wydobyć produkt trzeba użyć szpatułki albo paznokcia, ciężko jest nabrać go tak po prostu palcem.  Pod wpływem ciepła skóry kosmetyk „roztapia się” i zamienia w olejek/masełko.  Wystarczy naprawdę niewielka ilość (dosłownie wielkości połowy paznokcia) aby wykonać zabieg całej twarzy.

Produkt ma krótki i naturalny skład, co jest ogromnym plusem. Znajdziemy w nim:olej ze słodkich migdałów, olej palmowy, masło kakaowe, masło karite (shea), stearynian glicerolu, glukozyd laurylowy, papina, bromelaina, kwas hydroksystearynowy, olejek z trawy cytrynowej, witamina E, olejek geraniowy, olejek cytrynowy, alantoina, alkohol benzylowy, kwas dehydrooctowy oraz geraniol.

Jak stosuję? Dwa razy w tygodniu, czasami raz, w zależności od potrzeb. Nabieram odrobinę, rozmasowuję w dłoniach i rozprowadzam na twarz wykonując przy tym delikatny masaż. Następnie zwilżam dłonie, jeszcze chwilę masuję i po kilku minutach dokładnie spłukuję letnią wodą. Efekt? Cudownie gładka i nawilżona skóra! Brak suchych skórek i grudek. Producent informuje, że podczas stosowania może wystąpić mrowienie lub pieczenie, ale ja niczego takiego u siebie nie zaobserwowałam. Jeszcze nigdy po żadnym peelingu moja cera nie była w tak dobrej kondycji. Nie ma mowy o żadnym podrażnieniu, zaczerwienieniu czy przesuszeniu (a to zdarzało się czasem innym peelingom enzymatycznym, które stosowałam). Nawet moja mama go pokochała, a jej skóra jest mega wrażliwa i bardzo wymagająca.

Jest to naprawdę bardzo delikatny produkt i z całego serducha polecam go tym z Was, które borykają się z suchą i nawet najbardziej wrażliwą cerą. Polska marka, dobry skład, świetne działanie – same plusy, więc czego chcieć więcej? Cena to ok 25 złotych za 75ml.  Dajcie znać jakie są Wasze ulubione peelingi. A może tą recenzją zachęciłam Was do wypróbowania peelingu Sylveco? Jestem bardzo ciekawa Waszych komentarzy.

Buziaki!

P.

 

Charmine Rose.

Charmine Rose jest to polska marka istniejąca na rynku europejskim od 1989 roku. Produkuje kosmetyki pielęgnacyjne oparte na naturalnych składnikach i nowoczesnej technologii. Chcę się podzielić z Wami moją opinią na temat dwóch produktów, które już wypróbowałam a w przyszłości planuję zakupić kolejne.

ACTIVE COUPEROSE CREAM – Jest to krem o lekkiej konsystencji, przeznaczony dla osób z rozszerzony naczyniami krwionośnymi. Delikatnie matuje, ale jednocześnie nawilża i wygładza. Skóra staje się naprawdę bardzo przyjemna w dotyku. Producent zapewnia, że kompleks odpowiednio dobranych składników (m.in. wyciągi z arniki, róży stulistnej i kasztanowca oraz alantoina) uszczelnia naczynia krwionośne, łagodzi i zapobiega ich dalszemu rozszerzaniu – i zapewnienia te mają pokrycie w rzeczywistości. Po kilkumiesięcznym stosowaniu zauważyłam znaczną poprawę kondycji mojej cery. Cena nie jest zbyt wygórowana, na oficjalne stronie można kupić za 49,60zł, aczkolwiek pewnie gdzieś w sieci da się znaleźć jeszcze taniej.

PEELING ENZYMATYCZNY Z PAPAINĄ również przeznaczony jest dla osób z widocznymi naczyniami krwionośnymi i wrażliwą cerą. I w tym przypadku producent nie rzuca słów na wiatr. Wycisza, wygładza i nawilża. Można go kupić za niecałe 37 zł, a stosowany raz w tygodniu starcza na naprawdę długo.

Podsumowując: zaufałam Charmine Rose i z pewnością będę wracać do tych kosmetyków. Przymierzam się jeszcze do zakupu CharmLash – odżywczego serum do rzęs. Mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiodę. Recenzję na pewno tu zamieszczę.
A czy Wy spotkałyście się z kosmetykami tej marki? Jakie są Wasze opinie?