Vianek – nawilżający krem na dzień.

Cześć dziewczyny!

Vianek to stosunkowo młoda, polska marka, która niewątpliwie wyróżnia się na rynku kosmetycznym. Naturalne i krótkie składy produktów, urocze i oryginalne wzory opakowań inspirowane motywem folkowym oraz niezbyt wygórowane ceny – to wszystko sprawia, że nie można przejść obok obojętnie. Mnie osobiście do zakupu zachęcił również fakt, że jest to siostrzana marka Sylveco, której kosmetyki uwielbiam.

Vianek oferuje nam kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów w sześciu seriach:

– niebieska – nawilżająca

– zielona – orzeźwiająca i oczyszczająca

– fioletowa – kojąca i wzmacniająca

– pomarańczowa – odżywcza

– czerwona – ujędrniająca i przeciwzmarszczkowa

– różowa – relaksująca i łagodząca.

Jako posiadaczka cery suchej wybrałam kilka produktów z serii nawilżającej. Dzisiaj chcę opowiedzieć Wam o kremie nawilżającym na dzień. Jakiś czas temu zużyłam pierwsze opakowanie, więc mogę już wystawić rzetelną opinię na jego temat.

Produkt zamknięty jest w wygodnym opakowaniu z pompką, za co ma u mnie duży plus. Bardzo lubię rozwiązania tego typu. Muszę przyznać, że szata graficzna naprawdę cieszy oko i bardzo ładnie wygląda na toaletce czy na półce w łazience.

Kosmetyk nie jest testowany na zwierzętach, zawiera w składzie olej z pestek winogron, olej z kiełków pszenicy, ekstrakt z mniszka lekarskiego, ksylitol, mocznik oraz proteiny pszenicy. Producent obiecuje, że składniki te zapobiegają nadmiernej utracie wilgoci z naskórka, chronią przed oznakami starzenia, sprawiają, że skóra jest elastyczna i miękka.

Najważniejsze jest oczywiście działanie. Krem ma lekką konsystencję, bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Nie pozostawia na twarzy tłustego filmu i jest dobrą bazą pod makijaż, podkład wygląda ładnie i nie warzy się. Stosowałam go na dzień i na noc (nakładając troszkę grubszą warstwę) i sprawdzał się naprawdę fajnie. Twarz po aplikacji jest gładka i aksamitna. Krem mnie nie uczulił, nie zapchał i odpowiednio nawilżył moją wrażliwą skórę, która czasami lubi się przesuszać. Mimo wszystko uważam, że przy cerze bardziej wymagającej, dojrzałej czy przesuszonej niekoniecznie się sprawdzi. Sama nie zdecydowałabym się na niego w okresie zimowym, kiedy moja twarz jest w gorszej kondycji i potrzebuje czegoś bardziej treściwego i odżywczego. Krem ten polecałabym bardziej do młodej cery, która po prostu potrzebuje nawilżenia.

Podsumowując, krem nawilżający Vianek jest naprawdę wart wypróbowania. To krem polskiej marki z dobrym składem, całkiem dobrym działaniem i niezbyt wygórowaną ceną (50ml kosztuje ok 27 zł).

Poznałyście już Vianek? Dajcie koniecznie znać jakie są Wasze wrażenia. Może polecacie inne kosmetyki tej marki? Dajcie znać w komentarzach.

Buziaki!

P.

Peeling enzymatyczny Sylveco.

Cześć dziewczyny!

Peeling jest jedną z najskuteczniejszych metod oczyszczania cery, którą możemy wykonać samodzielnie w domu. Złuszcza i usuwa martwy naskórek sprawiając, że twarz staje się gładka, elastyczna i lepiej ukrwiona. Po takim zabiegu skóra dużo lepiej też wchłania składniki odżywcze z innych kosmetyków, m.in. kremów czy maseczek. Bardzo ważne jest dobranie odpowiedniego kosmetyk do rodzaju naszej cery, aby nie zrobić sobie krzywdy.

Sama przez długi czas bałam się peelingów, ze względu na moją suchą, wrażliwą i naczynkową cerę. Nie chciałam dodatkowo jej podrażnić i spowodować powstawania kolejnych „pajączków”. Na szczęście odkryłam peelingi enzymatyczne, które nie są agresywne i bez obaw mogą być stosowane przez takie osoby jak ja, u których peelingi mechaniczne czy kwasy całkowicie odpadają. I dzisiaj chcę Wam przedstawić peeling enzymatyczny Sylveco, obecnie mój ulubiony. Swoją drogą, długo wyczekiwałam, aż marka wyprodukuje coś tego typu dla cery naczynkowej i wrażliwej, więc praktycznie od razu po premierze musiałam go kupić.

Peeling zamknięty jest w plastikowym, przezroczystym słoiczku. Całkiem przyjemnie prezentuje się na półce w łazience. Zapach na początku był dla mnie trochę drażniący, jednak po kilku użyciach okazała się bardzo przyjemny, lekko owocowy i rześki. Po prostu potrzebowaliśmy czasu, żeby się polubić.

Konsystencja jest dosyć twarda i zbita, przypomina mi trochę naturalne masło shea. Aby wydobyć produkt trzeba użyć szpatułki albo paznokcia, ciężko jest nabrać go tak po prostu palcem.  Pod wpływem ciepła skóry kosmetyk „roztapia się” i zamienia w olejek/masełko.  Wystarczy naprawdę niewielka ilość (dosłownie wielkości połowy paznokcia) aby wykonać zabieg całej twarzy.

Produkt ma krótki i naturalny skład, co jest ogromnym plusem. Znajdziemy w nim:olej ze słodkich migdałów, olej palmowy, masło kakaowe, masło karite (shea), stearynian glicerolu, glukozyd laurylowy, papina, bromelaina, kwas hydroksystearynowy, olejek z trawy cytrynowej, witamina E, olejek geraniowy, olejek cytrynowy, alantoina, alkohol benzylowy, kwas dehydrooctowy oraz geraniol.

Jak stosuję? Dwa razy w tygodniu, czasami raz, w zależności od potrzeb. Nabieram odrobinę, rozmasowuję w dłoniach i rozprowadzam na twarz wykonując przy tym delikatny masaż. Następnie zwilżam dłonie, jeszcze chwilę masuję i po kilku minutach dokładnie spłukuję letnią wodą. Efekt? Cudownie gładka i nawilżona skóra! Brak suchych skórek i grudek. Producent informuje, że podczas stosowania może wystąpić mrowienie lub pieczenie, ale ja niczego takiego u siebie nie zaobserwowałam. Jeszcze nigdy po żadnym peelingu moja cera nie była w tak dobrej kondycji. Nie ma mowy o żadnym podrażnieniu, zaczerwienieniu czy przesuszeniu (a to zdarzało się czasem innym peelingom enzymatycznym, które stosowałam). Nawet moja mama go pokochała, a jej skóra jest mega wrażliwa i bardzo wymagająca.

Jest to naprawdę bardzo delikatny produkt i z całego serducha polecam go tym z Was, które borykają się z suchą i nawet najbardziej wrażliwą cerą. Polska marka, dobry skład, świetne działanie – same plusy, więc czego chcieć więcej? Cena to ok 25 złotych za 75ml.  Dajcie znać jakie są Wasze ulubione peelingi. A może tą recenzją zachęciłam Was do wypróbowania peelingu Sylveco? Jestem bardzo ciekawa Waszych komentarzy.

Buziaki!

P.

 

Idealny duet Iossi.

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj chcę się z Wami podzielić moim absolutnym odkryciem zeszłego roku, jeśli chodzi o pielęgnację cery. W połowie listopada zdecydowałam się na zakup zestawu, w którego skład wchodzi serum rozjaśniające oraz mgiełka różana. Wcześniej słyszałam i czytałam sporo pozytywnych opinii i byłam niesamowicie ciekawa działania tych produktów. Po trzech miesiącach codziennego stosowania mogę już coś więcej powiedzieć na ich temat, więc zapraszam do lektury.

dsc_0583x2Marka Iossi pochodzi z Krakowa i z tego co się orientuję jest na polskim rynku stosunkowo od niedawna. Wszystkie kosmetyki są ręcznie wytwarzane z wyłącznie naturalnych składników roślinnych. Zero chemii, sztucznych dodatków i barwników. Wszystko w zgodzie z naturą, co za tym idzie kosmetyki nie są testowane na zwierzętach. Szata graficzna jest bardzo minimalistyczna, wszystkie mazidła zamykane są w słoiczkach/buteleczkach z ciemnego szkła, co nadaje im troszkę apteczny wygląd, który mi osobiście bardzo się podoba. Wszystko jest spójne i przemyślane.
TONIK/MGIEŁKA Z RÓŻY DAMASCEŃSKIEJ:

dsc_0588x2
Jest to tonik i mgiełka w jednym. Skład: 100% wody z róży damasceńskiej. Jak wiecie zarówno ja jak i moja skóra uwielbiamy kosmetyki na bazie róży, nie tylko za zapach ale i dobroczynne działanie. Szczerze mówiąc miałam do czynienia z wieloma wodami tego typu, jednak ta konkretna sprawdziła się u mnie najlepiej. Buteleczka posiada dyfuzor, który idealnie rozpyla produkt na twarzy dając uczucie ukojenia i luksusu.

dsc_0598x2

Jest to kosmetyk bardzo uniwersalny, można go używać na wiele sposobów. U mnie najlepiej sprawdza się właśnie w połączeniu z serum. Po demakijażu rozpylam mgiełkę i na wilgotną twarz aplikuję serum rozświetlające. Może być też używana zamiast toniku, aby przywrócić skórze naturalne pH, w ciągu dnia do odświeżania a także jako dodatek do innych produktów. W każdym przypadku działanie jest rewelacyjne. Wodę różaną polecam szczególnie osobom, które tak jak ja mają cerę wrażliwą i suchą. Łagodzi podrażnienia i przywraca odpowiedni stopień nawilżenia.

dsc_0593

Cena to 59 złotych za 50 ml. Jest to dosyć dużo, biorąc pod uwagę inne tańsze produkty tego typu. Jednak ja osobiście polecam wypróbować, bo różnica jest niesamowita.

SERUM ROZŚWIETLAJĄCE. DZIKA RÓŻA, GERANIUM, CYPRYS, WITAMINA A i E:

dsc_0601x2
Serum to kosmetyk, który zaczęłam stosować całkiem niedawno. Wcześniej w zupełności wystarczał mi krem na dzień i na noc. Jednak teraz już wiem, jak bardzo ważny jest to krok w wieczornej pielęgnacji i nie wyobrażam sobie, abym mogła go pominąć.

Serum rozświetlające Iossi zachwyca naturalnym składem: olej jojoba, olej z dzikiej róży, nagietek i kocanka w oleju z pestek winogron, olej z zarodków pszenicy, olej z ogórecznika, olej z wiesiołka, skwalan, macerat marchwi w oleju słonecznikowym, olej rokitnikowy, witamina E, witamina C, olejki eteryczne (geranium, cyprys, palmaroza, drzewo sandałowe, szałwia lekarska, rumianek). Jak widzicie nie znajdziemy tu szkodliwych dodatków, sztucznych barwników czy chemicznych zapychaczy, więc nic dziwnego, że moja cera tak bardzo pokochała ten kosmetyk.

dsc_0600x2
W szklanej buteleczce mamy 30ml serum o lekkiej oleistej konsystencji i specyficznym (jak dla mnie bardzo przyjemnym) zapachu z wyczuwalną różaną nutą. Dzięki wygodnej pipetce możemy wydobyć odpowiednią ilość produktu i mamy pewność, że nic się nie zmarnuje czy rozleje. Trzeba przyznać, że jest to kosmetyk niesamowicie wydajny. Termin ważności to trzy miesiące od otwarcia i myślę, że naprawdę ciężko jest je zużyć w tak krótkim czasie. Według producenta wystarczą dwie krople na całą twarz, jednak ja aplikuję 3 (na dzień) – 6 (na noc). Czasami na noc wklepuję kilka kropel więcej i pozostawiam do wchłonięcia jak maseczkę. Wtedy nie używam już kremu. Rano skóra jest w doskonałej kondycji, idealnie nawilżona, miękka i gładka.

dsc_0607x2
Jakie efekty zauważyłam po trzech miesiącach stosowania? Widocznie rozjaśnione przebarwienia po „niespodziankach” na twarzy. Cera nabrała zdrowszego wyglądu i ładnego kolorytu, dodatkowo jest ukojona i nawilżona. Cena tego specyfiku to 89 zł, ale uważam, że jest on wart każdej wydanej złotówki.
Gorąco polecam ten duet dla każdego typu skóry. W szczególności dla cery naczynkowej, którą sama posiadam. Cena zestawu wynosi 128 złotych, serum można wybrać w zależności od potrzeb naszej skóry.

Trochę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że recenzja okaże się dla Was ciekawa i pomocna. Dajcie mi koniecznie znać, czy spotkałyście się już z marką Iossi. A może zastanawiacie się nad zakupem któregoś z produktów? Jak zawsze czekam na Wasze komentarze. Będzie mi również bardzo miło jeśli polubicie mojego bloga na facebooku KLIK, żeby być na bieżąco.

Pozdrawiam Was ciepło.
P.