Ulubieńcy kwietnia. | Helena Rubinstein, Barwa, Zoeva, Blend It.

Cześć dziewczyny!

Kolejny miesiąc za nami. Czy Wam kwiecień też tak szybko minął? Mi zdecydowanie za szybko! Ale cieszę się, że mamy już maj, chociaż nie zaczął się dla mnie zbyt dobrze, bo aktualnie leżę w łóżku z okropnym przeziębieniem.  Na szczęście czuję się już trochę lepiej, tak więc dzisiaj zapraszam Was na kosmetycznych ulubieńców kwietnia. W dzisiejszym zestawieniu znalazły się tylko cztery produkty, ale są to naprawdę perełki, które z całego serca Wam polecam. No to zaczynamy!

Korektor Heleny Rubinstein to zdecydowanie ulubieniec numer jeden minionego miesiąca. Jeśli czytałyście recenzję sprzed kilku dni, to nie powinno Was zdziwić, że kosmetyk znalazł się w tym zestawieniu. Pokrótce powiem tylko za co go tak uwielbiam. Pięknie rozświetla okolice wokół oczu, sprawia, że spojrzenie nabiera świeżości, dzięki czemu wyglądamy na bardziej wypoczęte. Plusem jest też trwałość, trzyma się na swoim miejscu do momentu demakijażu, nie przemieszcza się na twarzy i nie znika w ciągu dnia. Dla mnie rewelacja! Oczywiście odsyłam Was do pełnej recenzji tego produktu, bo jest naprawdę wart uwagi.

Recenzja korektora Magic Concealer. | Helena Rubinstein.

Rzadko przywiązuję wagę do żeli pod prysznic. Ostatnio jednak moja skóra jest bardzo przesuszona i zaczęłam staranniej dobierać kosmetyki do ciała. Zupełnie przypadkiem trafiłam na hipoalergiczny żel pod prysznic do skóry suchej polskiej marki Barwa. Ma konsystencję delikatnego żelu, który mimo braku SLS całkiem dobrze się pieni i bardzo przyjemnie pachnie.  Ładnie oczyszcza i odświeża skórę, ale nie pozostawia uczucia ściągnięcia. Nawet gdy od razu po wyjściu spod prysznica nie zaaplikuję masła czy balsamu, to nie odczuwam dyskomfortu. Nie powiedziałabym, że ma działanie nawilżające, ale z pewnością nie przesusza i za to ogromny plus. Jeśli również borykacie się z problemem nadmiernie suchej skóry ciała, to polecam zainteresować się tym produktem.

Paletkę do brwi Zoeva Brow Spectrum kupiłam głównie z myślą o malowaniu klientek, idealnie nadaje się do kufra wizażysty. Jednak sama też zaczęłam jej używać i mimo, że na co dzień nie lubię mocno podkreślać moich brwi, które same w sobie są dosyć gęste, to bardzo polubiłam te cienie i używałam ich stosunkowo często w minionym miesiącu. Dzięki nim możemy stworzyć naprawdę bardzo naturalny gradientowy efekt na brwiach. I co ważne, sprawdzi się zarówno u blondynek jak i brunetek, paleta jest bardzo uniwersalna. Znajdziemy w niej również trzy jasne cienie, w tym jeden matowy, które służą do rozświetlenia łuku brwiowego a także do wyczyszczenia linii brwi. Cienie trzymają się na swoim miejscu cały czas, a utrwalone żelem są już w ogóle nie do ruszenia. To pierwszy pudrowy produkt do brwi, który tak bardzo polubiłam, więc chyba o czymś to świadczy. Polecam Wam gorąco, zwłaszcza dla osób zajmujących się makijażem profesjonalnie.

Niedawno pisałam o gąbkach Blend It! jako fajnych zamiennikach Beauty Blendera. I o ile w normalnej wersji oryginalny BB jest moim numerem jeden, to w wersji mini zdecydowanie wygrywa Blend It. Gąbka dzięki swoim niewielkim rozmiarom idealnie nadaje się do nakładania produktów w okolice oczu i na powieki. Ja używam jej również do nakładania pudrów sypkich w te miejsca i daje rewelacyjny efekt. Nie potrafię konkretnie powiedzieć w czym Blend It jest lepsza od BB, ale zdecydowanie wygodniej mi się nią pracuje. Jeśli jeszcze nie znacie tych gąbeczek, to koniecznie zajrzyjcie na stronę mintishop.pl, bo właśnie tam można je kupić.

Na dzisiaj to już wszystko. A co Wam szczególnie wpadło w oko w minionym miesiącu? Napiszcie mi w komentarzach o swoich ulubionych kosmetykach!

P.S. Widzę, że jest Was tutaj coraz więcej, co niezmiernie mnie cieszy. Zachęcam Was gorąco do polubienia strony na Facebooku oraz do śledzenia Instagrama, tam troszkę więcej się dzieje i możecie być na bieżąco z nowymi postami i wiadomościami co u mnie słychać.

Buziaki.

P.

Reklamy

Kwietniowe nowości kosmetyczne. | La Mer, Golden Rose, Zoeva, Resibo.

Cześć dziewczyny!

Czy u Was też pada śnieg i jest niemiłosiernie zimno? Jeszcze kilka dni temu mieliśmy piękną, słoneczną pogodę a dziś od ran a sypie. Mam nadzieję, że ta zimowa aura szybko minie i wiosna wróci do nas na dobre. A póki co przejdę do tematu tego wpisu. W ostatnim czasie pojawiło się u mnie sporo nowości, głównie z kolorówki, ale nie tylko. Są to produkty, których jestem niezmiernie ciekawa. Niektóre z nich zdążyłam już wypróbować, ale większość nadal czeka na swój pierwszy raz. Jeśli jesteście zainteresowane, to zapraszam do lektury.

Zacznę może od najdroższego produktu, którym jest sypki puder La Mer. Jakiś czas temu Maxineczka na swoim kanale bardzo polecała ten kosmetyk. Oczywiście wtedy od razu pomyślałam, że nigdy w życiu nie wydam 360 złotych na puder, ale jak widać marzenia się spełniają i dostałam go w prezencie. Wiem, jestem szczęściarą. Jeszcze nie miałam okazji go wypróbować, więc nie wiem czy faktycznie jest wart swojej ceny, ale w najbliższych dniach planuję użyć go w jakimś makijażu. Recenzja na pewno pojawi się na blogu, więc czekajcie cierpliwie.

Rzadko kupuję nowe pomadki, ale skusiłam się ostatnio na Longstay Liquid Matte Lipstick z Golden Rose. Pewnie większość z Was już słyszała o tych pomadkach, bo jakiś czas temu było o nich głośno w internetach. Kupiłam na razie jedną, żeby wypróbować czy w ogóle się u mnie sprawdzi. Wybrałam tę w odcieniu 07 – przepiękny intensywny róż. Kolor będzie idealny na wiosnę i lato. Póki co robiłam jedynie swatche na ręce i muszę Wam powiedzieć, że trwałość jest naprawdę niezła, miałam problem ze zmyciem. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i mam nadzieję, że się nie rozczaruję. Drugim produktem marki Golden Rose jest rozświetlacz w sztyfcie Highlighter Stick, o którym czytałam dużo dobrego. Kupiłam go z myślą o sezonie letnim. Myślę, że fajnie się sprawdzi do rozświetlenia ciała, ramion czy dekoltu.

Wczoraj dotarła do mnie najnowsza paletka Zoeva Sweet Glamour. Ma piękne, pastelowe kolory idealne na wiosnę i lato. Mam nadzieję, że jakość tych cieni nie będzie odbiegać od pozostałych palet marki, które uwielbiam. Drugą nowością Zoevy u mnie jest paleta do brwi Brow Spectrum. Szukałam takiego produktu od dawna. W tej palecie mamy wszystko, różne odcienie brązów, które pozwolą na uzyskanie bardzo naturalnego efektu oraz jasne cienie do rozświetlenia lub wyczyszczenia obszaru pod łukiem brwiowym. Do kufra wizażysty będzie jak znalazł!

Moja kolekcja kosmetyków Resibo nieustannie się powiększa, niedawno dołączyły dwa nowe produkty: słynny olejek do demakijażu oraz nowość – balsam do ust. Jeszcze za krótko ich używam, żeby wydać rzetelną opinię, ale mogę Wam zdradzić, że póki co jestem zadowolona i marka Resibo kolejny raz mnie nie zawiodła. Będę dalej testować i na pewno podzielę się z Wami opinią.

Który z tych produktów najbardziej Was zainteresował? Możecie również podzielić się swoimi nowościami w komentarzach.

Buziaki!

P.

Ulubieńcy marca 2017.

Cześć dziewczyny!

Jak minął Wam marzec? Mi zdecydowanie za szybko! Mimo wszystko był to dobry miesiąc. Spełniłam jedno ze swoich podróżniczych marzeń – odwiedziłam Budapeszt, który notabene jest pięknym miastem. Wiosna zmotywowała mnie również do zrzucenia paru kilogramów i zapisałam się na fitness. Póki co mocno trwam w swoim postanowieniu i ostro ćwiczę. Oczywiście w minionym miesiącu wpadło mi też w ręce kilka kosmetyków wartych uwagi i o nich dzisiaj kilka słów.

Zacznę od pielęgnacji. Po dłuższej przerwie powróciłam do kremu pod oczy Resibo. Na nowo odkryłam za co go tak bardzo lubię. Ma fajną konsystencję, nie jest ona za rzadka ani zbyt gęsta, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Zapach również jest bardzo przyjemny, aczkolwiek nie utrzymuje się zbyt długo po aplikacji. Krem świetnie nawilża okolicę wokół oczu,  przygotowuję skórę pod makijaż i niweluje oznaki zmęczenia, opuchliznę. Bez wątpienia mogę stwierdzić, że jest to jeden z najlepszych kremów pod oczy jakie miałam okazję stosować. Jeśli jesteście zainteresowane tym produktem, to odsyłam do pełnej recenzji, gdzie znajdziecie więcej informacji na jego temat KLIK.

 

Peeling enzymatyczny Sylveco jest ze mną już od dłuższego czasu, ale muszę o nim tutaj wspomnieć. Idealny kosmetyk do cery suchej i naczynkowej. Ma zbitą konsystencję masła, ale pod wpływem ciepła dłoni zamienia się w delikatny olejek i idealnie rozprowadza się na twarzy. Po takim zabiegu skóra jest nawilżona, gładka jak przysłowiowa pupa niemowlaka i gotowa na kolejne etapy pielęgnacji. Najważniejsze, że kosmetyk nie podrażnia i nie zapycha, czego na początku trochę się obawiałam. Ponadto jest to polska marka z naturalnym składem i w dobrej cenie – czego chcieć więcej? Więcej o tym peelingu przeczytacie TU.

Może zaskoczy Was fakt, że w ulubieńcach pojawia się mydło w płynie, ale wierzcie mi na słowo, że nigdy nie miałam lepszego mydła do rąk. Yope – kolejna polska marka, która produkuje ekologiczne i naturalne mydła i balsamy do rąk, a od niedawna także środki czystości. Cena może nie jest atrakcyjna jak na mydło, ale czasami można upolować jakąś promocję. Mi akurat udało się je kupić za 10,99. Oczywiście miałam na początku opory, że to trochę za drogo, ale szybko przekonałam się, że cena jest adekwatna do jakości. Znacie to uczucie, kiedy po umyciu skóra Waszych dłoni jest niemiłosiernie sucha i napięta? Jestem pewna, że tak. I właśnie to mydło sprawia, że po umyciu dłonie są nawilżone i gładkie, cudowne! Na dodatek produkty Yope pięknie pachną i mają bardzo ciekawe opakowania, które ładnie prezentują się na umywalce w łazience. Gorąco polecam wypróbować!

W marcu nie nosiłam zbyt często mocnego makijażu. Na co dzień ograniczałam się do minimum – sprawdzonych produktów, które są ze mną od dłuższego czasu. Jedną z nowości w mojej kosmetyczce jest żel do brwi Graphic Brow Fix Zoeva w odcieniu Arsenic. Moje brwi są dosyć gęste i na co dzień nie mam potrzeby ich wypełniać czy mocno zaznaczać. Dlatego lubię żele, które delikatnie je podkreślą a przy tym utrzymają włoski na swoim miejscu. Żel Zoeva sprawdza się do tego celu idealnie. Oczywiście możemy też najpierw podkreślić brwi kredką albo cieniem a dopiero później nanieść żel w celu utrwalenia. Rewelacyjny produkt, utrzymuje się cały dzień i po prostu spełnia swoje zadanie. Efekt możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu. Na brwiach jedynie żel Zoeva.

I na koniec dwie perełki – pędzle MBrush od Maxineczki nr 05 i 06. Szczerze mówiąc na początku sceptycznie do nich podchodziłam. Jednak na własnej skórze przekonałam się, że są warte każdych pieniędzy i jak na tak dobrej jakości włosie nie są nawet takie bardzo drogie (jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać). Nie będę się tutaj za bardzo rozpisywać, ponieważ planuję osobną recenzję na temat tych pędzli. Włosie jest bardzo, bardzo, bardzo mięciutkie, trzonek idealnie leży w dłoni, a wykonywanie makijażu przy ich pomocy to czysta przyjemność! Cienie szybciutko się blendują, wystarczy kilka machnięć i mamy piękną chmurkę. Jak czytałam opinie dziewczyn, że te pędzle „same malują”, to nie wierzyłam, serio, dopóki sama się o tym nie przekonałam. Jestem pod wielkim wrażeniem. Maxineczka – chapeau bas!

To już wszyscy ulubieńcy na dzisiaj. Dajcie koniecznie znać, czy któryś z powyższych produktów sprawdził się także u Was? A może macie innych ulubieńców minionego miesiąca? Zostawcie swoje typy w komentarzach! Chętnie odkryję coś nowego.

Buziaki!

P.